
Cześć Panowie! Początki Beyond Time datują się na 2019 r. Co spowodowało, że dwóch weteranów polskiej sceny postanowiło powołać do życia zupełnie nowy projekt?
Mariusz: Witaj! Tak naprawdę to był czysty przypadek. Po wielu latach spotkałem na koncercie Infernal War Salmara i podczas luźnej rozmowy padł z mojej strony pomysł dotyczący spotkania i próby nagrania kliku patentów, które miąłem gdzieś w głowie. Jak okazało się podczas pierwszego spotkania, w kilka godzin zarejestrowaliśmy cały utwór Circle of Eternity, więc mając na uwadze taką kolej rzeczy postanowiliśmy, że spróbujemy nagrać coś jeszcze. Następnym razem zrobiliśmy w 90 procentach utwór Stellar Wings i wtedy już wiedzieliśmy, że chcemy to przerodzić [przekształcić?] w nowy projekt.
Od początku działacie jako duet. Nie myślicie o poszerzeniu składu, regularnych próbach, może koncertach?
Mariusz: Nie jesteśmy zainteresowani koncertami, taka muzyka nie powinna być odgrywana na żywo. Poza tym brak czasu. Nie ukrywajmy, że to wszystko wiązałoby się z wieloma próbami, itp. Zadecydowanie wolimy nagrywać nowe rzeczy niż odgrywać po kilkadziesiąt razy te same patenty na próbach.

Beyond Time to Sebastian i Mariusz, tymczasem w Waszych poprzednich muzycznych wcieleniach używaliście pseudonimów. Dlaczego z nich zrezygnowaliście? Co się stało z Salmarem i Melfasem?
Mariusz: Po pierwsze osobiście nie czuje przywiązania do tego pseudonimu, po drugie Beyond Time to nowy rozdział, wiec tym bardziej moment na zmianę był odpowiedni.
Sebastian: Mi to rybka, przystałem na propozycje Mariusza i akurat w Beyondzie jestem jako Sebatsian.
Jak twierdzi Metal Archives, Waszym pierwszym materiałem jest digitalowy singiel „Stellar Winds”. W jakim stopniu to „wydawnictwo” przygotowało grunt pod pełnoczasowy debiut? Bardzo byście protestowali, jakby ktoś chciał wydać ten utwór w postaci 7” EP?
Mariusz: Tak, ponad rok przed wydaniem debiutu wrzuciliśmy do sieci wspomniany przez Ciebie utwór. Nie traktowałbym jednak tego jako przygotowanie gruntu pod wydanie albumu. Po prostu mieliśmy ten numer już gotowy bardzo szybko i trochę szkoda byłoby gdyby leżał prawie dwa lata. Poza tym Sebastian zmontował do niego obraz, który moim zdaniem wyglądał świetnie, więc postanowiliśmy to wrzucić. Gdyby ktokolwiek chciał to wydać na 7 EP, absolutnie nie będziemy protestować.
Za wydanie debiutanckiego albumu Beyond Time, „Through the vastness of the universe” odpowiadają dwie znane i szanowane w podziemiu wytwórnie, Werewolf Promotion oraz Wolfspell Records. Co Wam daje współpraca z dwoma wydawcami? Lepszą promocję? Szerszy krąg odbiorców? Coś jeszcze?
Mariusz: Wydaje mi się, że wydanie debiutu dla wspomnianych przez Ciebie wytwórni, nie ma dużego znaczenia. Jesteśmy undergroundowym projektem, który raczej z podziemia nie wystawi głowy. Oczywiście to nie umniejsza wydawcom, którzy w bardzo dobry sposób wykonali swoją robotę. Nie bez znaczenia przy wyborze był fakt, że mamy kontakt z Michałem i Szymonem grubo ponad dekadę i podzielamy ich podejście do podziemnych idei, dostaliśmy też od nich dobre warunki współpracy. Jednym słowem, bardzo sobie chwalimy współprace z chłopakami.
Oprócz Werewolf Promotion oraz Wolfspell Records, Beyond Time ma dodatkowo silne wsparcie w postaci Stronghold, wytwórni należącej do Sebastiana. „Forteca” stawia na przede wszystkim na jakość w każdym aspekcie swojej działalności (dobór zespołów, muzyka, merch, gadżety promocyjne itd.). Jaki efekt przynoszą te wszystkie skomasowane działania? Jak odbierają Was słuchacze? Ziny/webziny? Jaki jest odzew podziemia na Waszą działalność?
Mariusz: Tak, nasze ostatnie wydawnictwo, czyli split Old Leshy pt. The Roots of the Cosmic Past, ukazało się pod skrzydłami Stronghold. Uważam, że wszystkie wydawnictwa od nich stoją na bardzo wysokim poziomie, wystarczy wziąć cokolwiek od Stronghold do ręki, by przekonać się o dbałości o szczegóły, jakość papieru itp. Jak wspomniałem, jesteśmy podziemnym projektem, więc nie do końca zgodzę się, że działania są jakieś skomasowane. Działamy wspólnie w swego rodzaju niszy. Oczywiście, nie będziemy się obrażać, jeśli ktoś spoza naszego kręgu zainteresuje się naszą muzyką, ale nie mamy zamiaru o to zabiegać. Kto poszuka naszej muzyki, ten ją znajdzie. Spotykamy się dość często z pozytywnym odbiorem naszej muzyki, co jest budujące.
Sebastian: od czasu do czasu wydajemy coś sami przez Stronghold, wcześniej wypuściliśmy sporo dobrej jakości koszulek różnych zespołów. Nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa ;).
Muzyka Beyond Time to kosmiczny, symfoniczny black metal z bardzo charakterystycznymi partiami klawiszowymi Mariusza. Swego czasu ta odmiana black metalu zjadła własny ogon i popadła w groteskę, tymczasem Wy udowadniacie, że w dalszym ciągu może być tworzona ze smakiem i z klasą. Gdzie znajdujecie inspiracje, zarówno muzyczne, jak i pozamuzyczne, by grać tak, a nie inaczej?
Mariusz: Nie do końca zgodzę się z tym, że gramy symfoniczny BM. Oczywiście, jeśli masz na myśli natężenie partii klawiszowych, to jak najbardziej są podobieństwa, jednak uważam, że zespoły z tego nurtu mają zupełnie inne struktury utworów niż my. Tworzymy bardziej kosmiczny BM, ale też z innymi wpływami. Symfoniczny BM to, jak wspomniałeś, gatunek, który dawno popadł wg mnie w żenadę i poza bardzo nielicznymi wyjątkami zespoły z tego nurtu nie goszczą u mnie w odtwarzaczu. Nie mamy żadnych inspiracji muzycznych, nigdy z takim nastawieniem nie siadaliśmy do tworzenia. Oczywiście, jeśli takowe się zdarzają w naszych utworach, są zupełnie nieświadome. To, co nas inspiruje w kwestiach pozamuzycznych to, mówiąc krótko, głównie potęga i majestat otaczającej nas natury.
W pracach nad płytą „Through the vastness of the universe” pojawili się znakomici goście. Wolf (Wolf’s Moon, Solar Wisdom) oraz Grim Spirit (Evilfeast) napisali teksty i wykonali wszystkie partie wokalne. Jak doszło do nawiązania współpracy między Wami? Efekt końcowy jest znakomity, czy w związku z tym planujecie kontynuację?
Mariusz: Z jednym i drugim znam się grubo ponad 20 lat. Wolf to człowiek, którego traktuję jak rodzinę, mam z nim kontakt cały czas, więc naturalnym było, że zaproponuje mu współpracę. Co więcej, uważam jego wokale za idealnie pasujące do naszego konceptu. Wybór był oczywisty. Głównym warunkiem z jego strony była jakość muzyki, na szczęście bardzo przypadła mu do gustu. Grim Spirit to osoba, z którą miałem kontakt bardziej internetowy, ale również zdarzyło się kilka razy wymienić poglądy na żywo. Uważam go za człowieka bardzo oddanego temu, co robi, oraz znakomitego kompozytora i wokalistę. Po usłyszeniu muzyki również przystał na współpracę i tak jak w przypadku Wolfa jesteśmy bardzo zadowoleni z rezultatu. Wersje wokali, które nam wysłał nie wymagały żadnych uwag, po prostu idealnie wczuł się w klimat naszej muzyki. Jeden i drugi napisał też świetne teksty. Oczywiście bardzo liczymy na dalsza kooperację. W przypadku Wolfa już nastąpił dalszy ciąg, czego efektem są tegoroczne utwory ze splitu z Old Leshy, natomiast jeśli chodzi o Grim Spirita niestety straciliśmy z nim kontakt. Jeśli będzie kiedykolwiek chęć z jego strony na kontynuację współpracy, bardzo chętnie do tego wrócimy.
Na następcę „Through the vastness of the universe” przyszło nam czekać ponad 4 lata. W 2025, w kolaboracji Werewolf Promotion i Stronghold, ukazał się split z Old Leshy, solowym projektem Sebastiana. Skąd taka długa przerwa między tymi wydawnictwami? W jakim stopniu utwory ze splitu rozwijają koncept i zazębiają się z kompozycjami z debiutu, zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej? Jak bardzo satysfakcjonuje Was efekt końcowy?
Mariusz: Przyczyna dość sporej przerwy jest bardzo prozaiczna - brak czasu. Niestety, ale trzeba się skupić chcąc nie chcąc na sprawach doczesnych. Tworzenie muzyki jest dla nas bardzo ważne, jednak czasem musi zejść na dalsze tory. Myślę, że te utwory, które znalazły się na splicie z Old Leshy w sporym stopniu zazębiają się zdebiutanckim albumem, ponieważ powstawały w trakcie trwania prac nad nim. Muzycznie są jednak różnice i w pewien sposób wyznaczają one styl, w którym chcemy podążać, tekstowo również mamy do czynienia z kontynuacją. Jesteśmy zadowoleni, że? udało nam się osiągnąć to, co sobie założyliśmy.
Sebastian: Wspomnę tylko, że tworząc muzykę do OL jako jednoosobowy projekt, idzie mi to zdecydowanie szybciej i łatwiej, niż w Beyond, gdzie musimy się zgrać w tym samym czasie i spotkać. Podobnie jest z wokalami. Z biegiem czasu mam wrażenie, że im jesteśmy starsi, tym coraz częściej mamy problem z wolnym czasem i wspólnym, regularnym spotykaniem się.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tekstach Beyond Time. Testach ciekawych, dobrze napisanych, budujących swoisty koncept kosmicznej mitologii Co było pierwsze: tenże koncept („bramy”, „prawo”, „nowy eon”) czy emocja, którą chciałeś opisać (tęsknota/gniew/zachwyt)?
Wolf: Pierwsza była emocja, która z biegiem czasu, doświadczenia i nabywanej wiedzy kreuje coś w rodzaju mitologicznego konceptu. Kosmos jednak wymyka się standardowej mitologizacji, bowiem jest bytem absolutnym i istniejącym, a mitologia w potocznym rozumieniu może stanowić jedynie koncepcję prawdziwą tzn. istniejącą lub fikcyjną, czyli fałszywą.
Kosmos jest wiecznością i nieskończonością, której istnienie jest niepodważalne. A jego prawa odwieczne i nienaruszalne, ale również bezlitosne.
Fraza „Beyond time and space” wraca jak refren. Co konkretnie oznacza w Waszym rozumieniu: ucieczkę, inicjację, śmierć starego „ja”, a może coś zupełnie innego?
Wolf: Postrzegam to jako abstrakcyjną przenośnię pewnego uniwersalizmu istniejącego ponad czasem i przestrzenią, co samo w sobie może być paradoksem, zakładając, że integralną częścią Kosmosu jest czas. To bardziej wytwór ludzkiej wyobraźni opisujący pewien stan umysłu dystansu, zrozumienia i świadomości jedności niż namacalnie realna rzeczywistość.
W „Gwiezdnych skrzydłach” pojawia się „śmierć milionów gwiazd przynosząca nowy porządek”. Czy ten „nowy porządek” ma wymiar metafizyczny, społeczny, czy stricte kosmiczny?
Wolf: Nowy porządek ma sens jedynie wtedy, gdy realizuje się na wszystkich wymienionych przez Ciebie płaszczyznach. Ciało, duch, Absolut tworzą jedność i tylko w takiej postaci stanowią twórczą dla jednych, a destruktywną dla innych wartość.
Nie jesteśmy głupcami, którzy wierzą w uniwersalne dobro spływające łaską miłosierdzia... Ewolucja, postęp i twórcze działanie zawsze oznacza konflikt z siłami dekadenckimi dążącymi do upadku. Twórczy heroizm nigdy nie znajdzie wspólnego języka z destruktywnym nihilizmem, zawsze będzie go zwalczał, czy to na płaszczyźnie ducha, czy struktury społecznej. Nowy porządek to w zasadzie alegoria cyklicznego powrotu do boskiego praźródła naszej egzystencji.
„Burzę sfer” budujecie na obrazie skażenia („earthbound impurity”, brud, rozbite lustra). Co jest źródłem tego skażenia: człowiek, cywilizacja, materialność, czy moralny upadek?
Mariusz: Widzę, że obrałeś dobry trop. Autorem tekstu jest Grim Spirit, skorzystał tylko z mojej sugestii odnośnie tematyki. Ma ona fantastyczny posmak. Dotyczy zemsty Pogańskich Bogów na zepsutym, zdegenerowanym świecie. To wszystko, o czym wspomniałeś, składa się na ten upadek, który kończy się unicestwieniem naszej planety.
W kilku tekstach gniew jest pokazany jako siła sprawcza i oczyszczająca. Jak rozróżniasz gniew twórczy od gniewu destrukcyjnego? Gdzie przebiega granica?
Wolf: Twórcze jest to co czyni nas lepszymi, silniejszymi i wartościowszymi. Destruktywne - to, co prowadzi do zagłady. Tu wchodzimy na pole relatywizmu, ponieważ jeśli posiadasz silny kręgosłup moralny, to twój twórczy gniew będzie jednocześnie destruktywny dla tego, co stoi na drodze ku zwycięstwu Twoich idei.
W „Porządku Boskiego Prawa” wszechświat wygląda jak religia, a „Prawa Natury” jak najwyższe przykazanie. Czy to polemika z tradycyjnymi religiami, czy próba stworzenia własnej „kosmicznej duchowości”?
Wolf: To pytanie mogłoby być myślą przewodnią obszernej książki. Prawa Natury są Najwyższymi Prawami, czy to się komuś podoba, czy nie. Wszyscy im podlegamy, a uniwersalizm tych praw manifestuje się poczynając od mikrokosmosu, a kończąc na makrokosmosie.
Tradycyjne religie, jak je nazwałeś, w zasadzie w większości nie są tradycyjnymi, jeśli rozpatrywać znaczenie tradycji jako coś prawdziwego i stałego, a jedynie najczęściej fałszywymi interpretacjami. Religijność jednocześnie zapisana jest w naszych genach, jest czymś wspaniałym, tworzy podwaliny twórczej aktywności, gdy oznacza pełnie życia w zgodzie z Kosmosem-Naturą. Niechęć do religijności wynika u większości z bycia ofiarami dominujących wiar i przyjęcia perspektywy tych właśnie duchowych schorzeń. Jeśli są, a są istotnie w dużej mierze szkodliwe i bezwartościowe, nie oznacza to, że religijność jako taka jest zła. Szczerze mówiąc, nie mogę zrozumieć, dlaczego ludzie nie dostrzegają najoczywistszych rzeczy, błądząc w labiryncie cudzych aberracji, wyrzekając się tego, co Bogowie dali im jako wspaniałe narzędzie, czyli umysł. Wiele elementów starych religii ma niezaprzeczalną wartość, ponieważ zawierają informację o nas i postrzeganiu świata przez naszych przodków, jednak prawidłowa interpretacja tego dziedzictwa i symboli jest niezwykle trudna i niewielu może zrozumieć ich znaczenie, gdyż wróg przez stulecia zadbał o skuteczną dezinformację.
Sądzę, że większość religii na etapie tworzenia było bardzo mocno inspirowana Prawami Natury, jednak w toku ewoluowania i dodawania nowych elementów zatracały sens pierwotnej mądrości i stawały się wynaturzeniem ludzkiej spaczonej wyobraźni, ponadto nakierowanej na kontrolę trzody chlewnej, a nie kreowanie mądrych i szlachetnych istot.
Religia oparta na Prawach Natury jest kreatywna i czyni nas lepszymi, religia odrzucająca Prawa Natury prowadzi zawsze ku zagładzie. Nie trzeba daleko szukać, spójrz na Europę.
„Following the light…” łączy zachwyt pięknem z wojowniczym tonem (płomienie, zrywanie kajdan). Jak te dwa bieguny współistnieją: kontemplacja i walka?
Wolf: To złożoność ludzkiej natury, wspaniale uzupełniająca się wzajemnie. Choć współczesny człowiek to w zasadzie zaprzeczenie tego, o czym mówię. Ale wierzę, że w wielu z nas drzemie wciąż pierwiastek szlachetnego heroizmu, który z wielką siłą eksplodowałby tym idealizmem- połączeniem duchowego piękna z wolą jego fizycznego egzekwowania.
W „Under the Sign of the Victorious Might” pojawia się język siły, doskonałości i miażdżenia słabości. Czy traktujecie to jako metaforę pracy nad sobą, czy dosłowny światopogląd dotyczący ludzi i wspólnot?
Wolf: Jedno nie wyklucza drugiego. Metafora powinna być inspiracją do działania i taki jest tego sens. Każdy z nas jest elementem czegoś większego i jeśli zacznie od siebie, to byt, który razem kreujemy, również staje się lepszym, zatem nasze indywidualne działanie ma przełożenia na jakość wspólnot, które tworzymy. I to właśnie chcę powiedzieć: Kosmos jest również symbolem Boskiej złożoności, opartej na współtworzeniu. Dla mnie oddzielenie człowieka, jego ambicji, woli i zasad od wspólnot jest patologicznym kłamstwem. Tworzymy nierozerwalną całość, choć w tym nowomodnym bagnie personalizmu i żałosnym kulcie niby wyjątkowości każdego (choć wszyscy wokoło są do bólu tak samo bezwartościowi w tej perwersji, a nawet zaczynają być tak wyjątkowi, że wyglądają niemal identycznie). Każdy z nas ma swoje słabości, nie jesteśmy idealni, ale nie gloryfikujemy ich jako czegoś pozytywnego jak ma to miejsce obecnie. Zwalczaj to, co czyni Cię słabym i miernym, uczyń wady przekleństwem, które pragniesz pokonać.

Co znaczy nazwa Beyond Time? Moim zdaniem „Poza czas” idealnie „ustawia” Waszego potencjalnego odbiorcę: to patos, kosmiczna skala, fatalizm/przeznaczenie oraz obietnica „przekroczenia człowieczeństwa”. Jak Wam się podoba moja interpretacja i w jakim stopniu jest prawidłowa?
Mariusz: Bardzo mi się podoba Twoja interpretacja, właściwie ciężko coś jeszcze dodać, choć nazwa ma też dla mnie inne bardzo osobiste znaczenie.
Na potrzeby zespołu zrealizowaliście bardzo nastrojową, klimatyczną, „mroźną” sesję zdjęciową. Bardzo podobają mi się te zdjęcia, pytanie brzmi zatem: kto i gdzie?
Mariusz: Dzięki. Zdjęcia zostały zrobione w Forcie Beniaminów, który był częścią systemu obronnego Twierdzy Zegrze. Miejsce polecił Sebastian, faktycznie wygląda to na żywo bardzo klimatycznie i posępnie. Fotografie wykonała nasza bardzo dobra znajoma Agnieszka.
Jak byście podsumowali dotychczasową działalność Beyond Time? Czy w ciągu tych kilku lat istnienia zespołu zrealizowaliście wszystko, to sobie zaplanowaliście? Czego Wasi odbiorcy mogą się spodziewać w najbliższej przyszłości? Na co rozbijać świnki skarbonki?
Mariusz: Trudno powiedzieć, czy jesteśmy zadowoleni, tym bardziej, że nie mieliśmy jakichkolwiek założeń przy powstawaniu projektu. Na pewno nagranie debiutu i to się udało. Jedynie z mojej perspektywy trochę żałuję, że nie jesteśmy w tej chwili po premierze drugiego albumu, ale cóż... jest jak jest. Wydaliśmy split i to też jest dla nas powód do zadowolenia. Odnośnie przyszłości, to życie nauczyło mnie, że najlepiej niczego nie planować. Może być tak, że projekt jutro się rozpadnie, a może być również tak, że będziemy istnieć jeszcze bardzo długo.
Sebastian: jeśli starczy nam sił, czasu i pomysłów - wyjdzie nowy full album…
Wasza muzyka dostępna była na Spotify i innych platformach streamingowych. Obecnie nie jest. Wróci? Co w ogóle myślicie o tej formie dystrybucji? Hot or not? Czy tylko nośniki fizyczne are true?
Mariusz: Tak, mieliśmy muzykę na Spotify, ale skończyła nam się licencja, więc musimy ją odnowić, żeby to dalej działało. Nie mamy żadnego ciśnienia, żeby nasze materiały ponownie się tam ukazały, ale być może tak się niedługo stanie. Zgadza się, fizyczny nośnik jest wg mnie najlepszą opcją, szczególnie w muzyce metalowej, z którą jest mocno związany. Byłbym hipokrytą, gdybym napisał, że nie korzystam czasem np. ze Spotify. Trudno wszystko mieć na CD lub LP, tym samym streamingi są bardzo wygodne.
Fani nośników „namacalnych” mogą sobie kupić Beyond Time na płytach kompaktowych oraz winylowych. Będą kasety? Jak obecnie sprzedają się wydania fizyczne? Czy faktycznie można na nich tylko stracić?
Mariusz: Jeśli pytasz o debiutancki album, to sprawa leży w gestii naszych wydawców. Kiedyś nawet zainicjowaliśmy temat, ale jakoś to umarło, a my później tez się nie przypominaliśmy. Może to jest dobra okazja do odświeżenia sprawy, tym bardziej, że jak każdy kto zaczynał z muzyką w latach 90-tych, mamy do nich duży sentyment. Jeśli chodzi o split, to być może zdecydujemy się na wydanie kasetowe, choć najprawdopodobniej szybciej ukaże się winyl, bo już mamy zainteresowane wytwórnie. Niekoniecznie jest tak, że można stracić na wydawnictwach fizycznych, nasz split sprzedaje się całkiem nieźle i to bez żadnej reklamy.
Jak wspomniałem wcześniej, Beyond Time współtworzy dwóch starych wiarusów. Jak zatem oceniacie kondycję współczesnej sceny black metal? Szanse i zagrożenia? Co się z nią stanie, kiedy nasze pokolenie odejdzie na emeryturę? Co stare wilki doradziłyby młodym wilkom?
Mariusz: Pytanie o kondycję z jednej strony jest proste a z drugiej nie. Owszem ,mamy cały czas dużo bardzo dobrej muzyki i to jest budujące, jednak z drugiej strony porażająca jest ilość szrotu ,który się ukazuje i bardzo często dotyczy to naszej sceny i ludzi, którzy nagle zapałali miłością do BM, a nie mają nic wspólnego z tą muzyką oraz ideami, które ona niesie. Wystarczy spojrzeć na 90 procent zespołów ukrywających pod polskimi nazwami...żenada. Ja osobiście mam swoją niszę i myślę, zawsze będą zespoły czy projekty, które będą pielęgnować ducha starych czasów. Nie mam zamiaru nic nikomu doradzać, bo nie czuję się w tej sferze kompetentny, no i po prostu nie chcę.
To wszystko. Dziękuję za rozmowę. Ostatnie słowa należą do Was.
Mariusz: Dzięki Szakal za włożony wysiłek, czas oraz ciekawe pytania, pozdrawiamy!
Szakal FHR