Burzum to zespół, który każdy zna bez wyjątku, jeden z najbardziej legendarnych, jeśli nie najbardziej legendarny, akt Black Metalu.
Gdy w późniejszych latach swojej działalności Varg zaczął tworzyć rzeczy, które głównie skupiały się na ambiencie, wielu odsunęło się od jego działalności. Jednak nie da się mu zarzucić nawet w najmniejszym stopniu, że to, co stworzył w latach 90., stało się fundamentem Black Metalu. Albumy takie jak Filosofem, Burzum, Det Som Engang Var czy Hvis Lyset Tar Oss nie dość, że były dla wielu wstępem i pierwszym odkryciem, jeśli chodzi o czarną sztukę, ale również inspirowały i dalej inspirują niezliczoną ilość zespołów. Oczywiście, jak wiemy, różnie to wychodzi.
Na samym Vargu jako postaci nie będę się zbytnio skupiać, bo i tak każdy już tę historię słyszał miliard razy i jest to temat na tyle przewałkowany, że nie ma co się po raz kolejny nad nim rozwodzić. Za to skupię się na albumie Varga, który był tym pierwszym, jaki w pełni usłyszałem od Burzum, mianowicie Hvis Lyset Tar Oss.
Album, tak jak wspominałem parę linijek wyżej, absolutnie kultowy, bez dwóch zdań, będący prawdopodobnie w czołówce najpopularniejszych dzieł Burzum zaraz po Filosofem. Oczywiście przy pierwszym moim odsłuchu tego pełniaka nie byłem zbytnio zachwycony. Było to jedno z moich pierwszych starć z Black Metalem i jedyne, co słyszałem, to ściana dźwięku i te skrzeczące wokale, które w tamtym momencie wywoływały grymas na mojej twarzy.
Oczywiście, rzecz jasna, że po paru innych starciach z Burzum, jak i z innymi albumami, oraz po powrotach do Hvis Lyset Tar Oss, wszystko zupełnie się odmieniło. Burzum pokochałem, a powroty do tego albumu, o którym dzisiaj mówię, zamieniają się bardziej w sentymentalną podróż.
Jednak przechodząc do samego albumu, dostajemy tutaj prawie 45 minut długich kompozycji, w szczególności pierwszej i ostatniej piosenki, które trwają ponad 14 minut. I jak to w przypadku Burzum, dostajemy tutaj multum bardzo zimnych gitar, które ze swoim przesterem oddają trochę wrażenie przy odsłuchu, jakby ziarna piasku ścierały się cały czas o siebie. Co oczywiście bardzo dobrze dodaje klimatu do ogólnego odbioru tej muzyki.
Całość jest wspierana przez wokale Varga, które są bardzo łatwo rozpoznawalne, oraz te specyficzne dla Burzum klawisze, które podbijają cały ten klimat mroku i śmierci swoim mistycznym brzmieniem.
Na okładce również nie mogło zabraknąć obrazu Kittelsena zatytułowanego Fattigmannen. Sama ta okładka idealnie oddaje całą muzykę, jaką możemy znaleźć na Hvis Lyset Tar Oss.
Cały ten album zostaje zwieńczony ostatnim, 14-minutowym instrumentalnym utworem Tomhet, który idealnie swoimi spokojnymi i wręcz usypiającymi klawiszami podsumowuje trzy poprzednie kompozycje. Działa przy tym jak swoiste outro, outro, które po nawałnicy wcześniejszych riffów wręcz daje moment na złapanie oddechu oraz swoim hipnotyzującym brzmieniem skłania nawet w niektórych momentach do przemyśleń.
Myślę, że na pewno polecać tego albumu bądź opisywać go jeszcze dokładniej nie muszę, ponieważ każdy go zna i każdy ma na pewno, czy to na temat Hvis Lyset Tar Oss, czy innych albumów Burzum, parę zdań do powiedzenia.
A to było właśnie moje parę zdań na temat trzeciego pełniaka Burzum, Hvis Lyset Tar Oss.
