Zespół Czort usłyszałem na żywo prawie równo dwa lata temu, bo na Metal Kommando Fest IV, 11 maja 2024 roku. Już przed ich występem byłem zaznajomiony z ich muzyką i wiedziałem, że bardzo dobrze wchodzi. Sam koncert oczywiście był świetny i to właśnie występ Czorta najbardziej mi się wtedy spodobał, ale nie o tym dzisiaj.
Bo po bardzo długiej przerwie od niesłuchania tego zespołu ostatnio natchnęło mnie, żeby wrócić do ich drugiego pełniaka Apostoł, wydanego pod koniec kwietnia 2020 roku. Pomimo tego, że dobrze wiedziałem, iż album ten jest bardzo dobry, to tym razem, po takim hiatusie od niesłuchania ich, można powiedzieć, że znowu miło się zaskoczyłem.
Dostajemy tutaj prawie 50 minut totalnej siarki i diabła, diabła, który wylewa się na każdej możliwej piosence. I może nie przejawia się on bardzo w gęstych i powolnych riffach, a bardziej w sferze lirycznej, choć oczywiście nie brakuje go też w samych gitarach.
A to właśnie te gitary i ogólnie sfera instrumentalna robi tutaj niesamowitą robotę. Czort porusza się w trochę bardziej „wypolerowanym” Black Metalu, ale oczywiście bez przesady, bo pomimo że brzmienie jest bardziej modernistyczne i jest tutaj masa melodyjnych zagrywek, to dalej wszystko wchodzi bez popity.
Melodie te są wręcz świetne, bardzo chwytliwe, ale zarazem bez jakiejś zbędnej słodyczy czy innych miękkich zabiegów. Każda piosenka jest kompozycyjnie bardzo dobrze stworzona, co sprawia, że albumu całościowo słucha się bardzo gładko i te prawie 50 minut mija nie wiadomo kiedy. Wszystko jest ze sobą bardzo spójne, ale również nie odczuwa się takiego wrażenia, jakby każda piosenka była identyczna na Apostole.
Bardzo ciekawe są tutaj również wokale, bo są one często bardziej w stylu mówionym niż wykrzykiwanym z prędkością światła. Oczywiście nie są to czyste wokale, ale pasują tutaj idealnie, bo przez ten styl właśnie możemy zrozumieć praktycznie każdą linijkę tekstu, który jest śpiewany.
Na albumie mamy również parę kawałków hitowych, takich jak np. Manifest niepodległej woli czy Schody podświadomości, jednak moim zdaniem na każdej jednej piosence znajdzie się moment, który zapadnie nam na trochę w pamięci.
Pełniak ten, już odbijając nawet od tych wszystkich melodyjek, jest po prostu kawałem bardzo dobrego Black Metalu, w którym szatan jest wszędzie, czy to w muzyce, czy w tekstach. I z każdym jednym odsłuchem wylewa się on coraz bardziej z głośników. Defnitywnie polecam każdemu kto jeszcze Czorta nie zna, bo na pewno warto sprawdzić.