Limitowana do 300 sztuk EP-ka „Genocide Gospel” ujrzała światło dzienne pod koniec stycznia tego roku, a rękę do chłopaków wyciągnęła Putrid Cult i trzeba przyznać, że Morgul odwalił kawal świetnej roboty, dla nikomu wcześniej nieznanej hordy.
Przyznam, że czekałem na ten materiał, ochoty i smaku narobiły mi zapowiedzi tego wydawnictwa. Widać, że Genocide Kult od samego początku wie czego chce i nie zamierza nikomu wchodzić do dupy i podporządkowywać się lub próbować wstrzelić w koniunkturę. Mamy do czynienia z konkretnym przekazem i panowie dają do zrozumienia, że są mocnym zawodnikiem i na „dzień dobry” będą wrzodem na dupskach „kilku” person próbujących mówić co wypada, a co już nie.
Sześć utworów o łącznym czasie trwania nieco ponad 24 minut zabiera nas do świata wykreowanego przez Genocide Kult. Przyznam, że przed pierwszym przesłuchaniem spodziewałem się totalnej zagłady muzycznej w stylu Infernal War. Okazuje się, że wspólny mianownik da się wyciągnąć, ale „Genocide Gospel” to nie jest tylko i wyłącznie tzw. „jazda bez trzymanki”. Materiał jest zróżnicowany i zdarzają się fragmenty, że zespól wykracza odrobinę poza ramy black metalu. Nie jest to oczywiście żadną ujmą, a raczej urozmaiceniem całości. Niekiedy jednak pojawiają się odrobinkę zamulające fragmenty („Lucyferiańskie Szwadrony Śmierci”), co należy zrozumieć, ponieważ chłopaki debiutują na scenie i jak najbardziej mają prawo do małych potknięć. Ważne, że całości słucha się przyjemnie, a najbardziej w pamięć zapadają te agresywne momenty, które uświadamiają słuchacza, że „Genocide Gospel” to wojna, a na wojnie są dwa wyjścia, jesteś z nami lub przeciwko nam. Weźmy taki „Bloodhunt”, spokojny początek, który przeradza się w black metalowe tornado, by ponownie zwolnić. Dźwięk syreny w połowie utworu zwiastuje frontalny atak. I tak też się dzieje.
Muszę w tym momencie zaznaczyć, że Genocide Kult nie idzie na łatwiznę i porzuca tzw. „szablonowe” podejście do tematu. Jednym to będzie pasowało, innym mniej. Czasem odnoszę wrażenie, że chłopaki jeszcze szukają swojej muzycznej przystani i odrobinkę zbaczają z kursu, na szczęście są to tylko fragmenty i jak napisałem wcześniej zwalam to na karb „prawa debiutanta”. Nie zapominajmy, że muzyka ma sprawiać przyjemność, ja takową przy obcowaniu z „Genocide Gospel” odczuwam. Wiele sobie obiecuję po kolejnych wydawnictwach Genocide Kult, na które będę cierpliwie czekał.
Ziarno zostało zasiane, pozostaje teraz obserwować co z niego wyrośnie. Może „Genocide Gospel” to nie jest wejście z buta przez zamknięte drzwi, ale jasny i wyraźny sygnał, że „nadciągamy i nic nas nie powstrzyma”. Co istotne, zespól planuje występy na żywo i będzie można pod sceną przekonać się jak Genocide Kult zaprezentuje się na „deskach”. Nie rzucając słów na wiatr i podając na tacy, okazja będzie choćby w Warszawie, gdzie odbędzie się Metal Kommando Fest IX, a Genocide Kult dołączył do grona zespołów, które zaprezentują się na żywo. Jako, że do tego wydarzenia pozostało jeszcze trochę czasu, wypada na razie raczyć się „Genocide Gospel”. Odbezpieczenie, przeładowanie i… kolejny odsłuch.
Wydawca Putrid Cult (2026)
Spectral Projection Unit / No. 1994