Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
Folio No. 001
ARTYKUŁ 🇵🇱 Polski

Gnijace Ego - o braku wspolnoty

"Jesteśmy dumni ze swojej indywidualności, a tak naprawdę jesteśmy tylko stadem samotnych wilków, które pozdychają z głodu, bo zapomniały, jak poluje się w watasze."

Full TranscriptID: zine:5

Nosaczowe pierdolenie cz.1.

Siedzimy w bagnie, które sami sobie wybrukowaliśmy. Patrzę na to, co dzieje się wokół, i widzę rozkład, którego nie da się już pudrować ideologią. Zjedliśmy własny ogon. Egoizm przestał być cechą charakteru, a stał się fundamentem egzystencji. Wspólnota? To słowo brzmi teraz jak kiepski żart albo relikt z czasów, kiedy ludziom jeszcze o coś chodziło, poza stanem konta i własnym komfortem.

Zrobienie, stworznie czegoś razem graniczy z cudem. Próbujesz odpalić projekt, dogadać wspólny front, zbudować coś, co przetrwa próbę czasu, i natychmiast uderzasz w mur. Każdy patrzy tylko na czubek własnego nosa. Liczy się tylko „moje”, „dla mnie”, „po mojemu”. System, w którym tkwimy od dekad, przemielił nas na mięso armatnie pogoni za pieniądzem. Staliśmy się niewolnikami codziennego urobku, a jedyną wartością stało się to, co można przeliczyć na cyfry. Jeśli coś nie przynosi natychmiastowego zysku albo nie karmi bezpośrednio naszego „ja”, po prostu to olewamy.

Najbardziej boli mnie to, co stało się ze sceną black metalową. Widzę to wyraźnie – kolesie, którzy zaczynali w piwnicach z pasji, nagle przeskoczyli próg między hobby a biznesem i całkowicie stracili kontakt z bazą. Wytwórnie, zespoły, które kiedyś oddałyby nerkę za dobrą płytę, teraz kalkulują każdy ruch. Często udają, że nadal są w podziemiu, ale to tylko maska. Boją się, że jak przyznają się do sukcesu, to środowisko ich zje. Więc uprawiają tę obrzydliwą grę: z jednej strony pycha i poczucie wyższości, bo „osiągnęliśmy coś”, a z drugiej paniczny lęk, żeby to nie pierdolnęło. Zamykają się w swoich złotych klatkach, odcinają od niszowej sceny, bo poziom im „nie pasuje”, a jednocześnie umniejszają swoją rolę, kłamiąc, że wszystko wisi na włosku. To jest czysta dekadencja. Brak odwagi, by być kimś, i brak pokory, by pozostać człowiekiem.

A potem narzekamy na cały świat i otoczenie, wmawiając sobie, że nic już nie jesteśmy w stanie zrobić ani zmienić – ani w kraju, ani wokół siebie. Bo przecież sami osiągnęliśmy ten swój mały sukces, tyle że w świecie dekadencji i upadku zasad, który powinien dotyczyć naszych wrogów, a nie nas samych. Pogodzeni z systemem wybieramy łatwiejszą drogę braku ryzyka i konkretnego działania, panicznie bojąc się o konsekwencje i utratę koryta.

W tym środowisku pełno jest teraz samotnych jednostek. Ludzie chowają się w swoich małych światach, udając, że ta izolacja to ich wybór, manifestacja siły. Gówno prawda. To jest ucieczka. Boją się konfrontacji, boją się, że ktoś inny może mieć lepszy pomysł, boją się współpracy, bo ona wymaga ustępstw. A ustępstwo w świecie skrajnego egoizmu jest postrzegane jak porażka.

Widzę jednak grupę, która się nie daje. Garstkę ludzi, którzy pomimo sukcesów, pomimo tego, że ich materiały sprzedają się na całym świecie, nadal potrafią podać rękę i trzymać fason. Oni nie zapomnieli, skąd przyszli. Nie dali się sprzedać za wizję „wielkiego ja”. Ale jest ich coraz mniej. Reszta tonie w marazmie, goniąc za marchewką, którą system podwiesił nam nad głowami lata temu.

Ciężko jest budować na zgliszczach, zwłaszcza gdy każdy budowniczy chce postawić tylko swój własny pomnik. Brakuje wspólnej wizji, bo wizja wymaga spojrzenia dalej niż krawędź własnego portfela. Jesteśmy dumni ze swojej indywidualności, a tak naprawdę jesteśmy tylko stadem samotnych wilków, które pozdychają z głodu, bo zapomniały, jak poluje się w watasze. To jest upadek człowieka w pigułce – mieć wszystko pod ręką i nie potrafić stworzyć niczego, co miałoby znaczenie dla kogoś więcej niż tylko dla lustra, w które się gapimy co rano.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów