Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
Folio No. 001
RETRO 🇵🇱 Polski

Memoria Vetus - Legendy - Ostatnia noc Atlantydy

"Szarpiąca za ducha muzyka, prosto z czeluści ruin miasta okrytego tajemnicą..."

Full TranscriptID: zine:4

W 1994 dwójka chłopaków z Rumi, miasta w województwie pomorskim, założyła jeden z bardziej zapomnianych aktów tamtych lat, Memoria Vetus. Zazwyczaj w takich przypadkach, kiedy zespół jest zapominany, mało kto w ogóle o nim mówi lub wspomina, nachodzi myśl, że nie jest on po prostu wart czegokolwiek i że z tych przyczyn właśnie odszedł on w zapomniane mroki podziemia. Oczywiście nie ma się też co dziwić takiemu tokowi myślenia, skoro sami wiemy, jak często wyglądały nagrania z tamtych lat, nagrane u kolegi w garażu przy użyciu wątpliwego sprzętu, a o jakiejś sensownej obróbce dźwięku to można tylko sobie pomarzyć, jak się słucha niektórych nagrań z tamtych lat.

Aczkolwiek sprawa z Memoria Vetus wygląda zupełnie inaczej. Tak, jakość nagrań jest specyficzna, ale jest to właśnie ta specyficzność, która nadaje jeszcze więcej klimatu, bez sprawiania, że słuchacz chce odłączyć jak najszybciej słuchawki. Zespół ten wydał jedynie w 1996 demo The Legends – Last Night of Atlantis oraz garstkę innych pomniejszych wydawnictw, czy to jakieś nagrania z prób, czy inne demówki, których nazw nawet nie byłem w stanie nigdzie znaleźć. A dzisiaj skupimy się na kompilacji wydanej w 2021 nakładem Pro Morte, Legendy - Ostatnia Noc Atlantydy, która zawiera właśnie to jedno główne demo, o którym wspominałem wcześniej, jeden bonusowy utwór i trzy utwory z kolejnego demo. Łącznie daje nam to prawie godzinę, bo aż 58 minut grania.

A jakie to granie? Muzycznie można by porównać ten materiał z Wichrem Sacrilegium, który ukazał się praktycznie w tych samych latach co te demówki, do tego z małą szczyptą Bathory w swoim wikingowym wydaniu, ale dosłownie tylko ze szczyptą, która jest wyczuwalna w paru momentach. Memoria Vetus, moim zdaniem, idealnie prezentuje ten bardzo specyficzny styl naszego polskiego podziemia tamtych lat, głównie ten młodzieńczy zapał, który słychać w głosach, i bycie pochłoniętym przez to, co grają. Riffy przepełnione są aż po brzegi mistycyzmem i tą okultystyczną atmosferą. Zaprogramowana perkusja jest bardziej wycofana w tło i w cieniach podwodnego miasta nadaje rytm utworom.

Wokalnie spotkamy się tutaj z dobrze nam znanym stylem, którego używało wiele polskich zespołów, w szczególności tych z domieszką pogaństwa, czyli klasyczne black metalowe wokale przedzierające się przez instrumenty, ale nie tak, jak to na przykład wyglądało na scenie norweskiej, gdzie nie idzie zrozumieć ani jednego słowa. Tutaj, pomimo tej agresywności, dalej jesteśmy w stanie dosłuchać się wyraźnie, o czym śpiewają w naszym ojczystym języku. W wielu momentach Memoria Vetus również używa czystych chórowych wokali, które dodają kolejną warstwę atmosfery, która perfekcyjnie przenika do tej muzyki, a za każdym razem, kiedy one się pojawiają, noga zaczyna prawie że sama chodzić. Po paru odsłuchach niektóre partie można już nawet wyśpiewywać triumfalnie pod prysznicem, choć w oceanie byłoby jeszcze lepiej.

Praca klawiszy też jest definitywnie bardzo znacząca na tych nagraniach, jako iż nie rzucają się one na pierwszy plan, rozmiękczając całe napięcie. Nie, one wędrują swoim tempem pomiędzy falami wzburzonych wód. Utwór ósmy, czyli bonusowy pod tytułem Voices from the Deepest Seas, to prawie czterominutowy utwór instrumentalny, gdzie słychać tylko keyboard, co dodaje dobre interludium pomiędzy nim a przejściem do trzech następnych utworów z innego demo. Muzyka z tych dwóch dem w żadnym przypadku się ze sobą nie gryzie. Jedyny problem, jaki mnie tutaj drapie, to to, że piosenka Guardian of Mankind jest śpiewana po angielsku, w przeciwieństwie do wszystkich innych, które są po polsku. Bardzo mały szczegół, ale uważam, że język polski do takiego grania pasuje sto razy lepiej.

Reasumując, Memoria Vetus - Legendy - Ostatnia Noc Atlantydy to wydawnictwo warte pochylenia się przez każdego, kto ceni sobie ducha polskiego podziemia. Większość ludzi znajdzie tutaj coś dla siebie, a nastrój tych utworów naprawdę potrafi zszokować. W szczególności, że jest to zespół, który, tak jak już wspominałem, został przez wielu zapomniany, a przez innych nigdy nieodkryty. A tematy poruszane przez ten zespół są naprawdę bardzo ciekawe i warte uwagi. Dlatego też zachęcam do słuchania, bo warto znać to, co nasze i polskie.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów