Northern to raczej mało znana nazwa w kręgach blackmetalowych. Choć działali już od 2002 roku pod nazwą Cold Northern Vengeance i wydali trochę wydawnictw, to dalej nie słyszałem o nich jakichś większych dyskusji w internecie. Northern tworzy trio: Noctis, Claytanas oraz Heathen (Na tym albumie na gitarze rytmicznej gra również Hassassin). Tę trójkę możecie również znać z ich nowszego projektu Dominion, gdzie grają wyśmienity death metal. Ale dzisiaj nie o death metalu, a o pierwszym pełniaku wydanym w 2018 roku przez Northern po zmianie nazwy.
Desolate Ways to Ultima Thule, bo tak zwie się ten pełnograj, przyciąga naszą uwagę już praktycznie od momentu ujrzenia okładki, która jest wykonana bardzo starannie i oddaje ducha muzyki. Na pierwszy rzut oka mógłbym nawet dać się nabrać, że ten album ukazał się na początku lat 00., a nie w 2018 roku. Przechodząc bardziej w stronę muzyczną, mamy tutaj 9 utworów, z czego niektóre są przeciętnej długości, zaś inne, jak np. Fall into Winter oraz Exaltation from the Grave, trwają ponad 10 minut, przy czym ten drugi aż 16.
Sumując wszystkie te 9 kompozycji, dostajemy godzinę i 11 minut muzyki, co jest naprawdę długim albumem jak na black metal. Lecz nie jest to klasyczny black metal w stylu np. norweskim, gdzie przez bitą godzinę spotykamy się z jednym stylem riffów i ciągłymi blast beatami. Tutaj, jak już po samej okładce widać, Northern sięga po bardziej folkowo-pagan blackmetalowe chwyty i myślę, że idealnie można je porównać do takich albumów Bathory jak Twilight of the Gods czy Hammerheart. Pomimo że słychać tutaj wpływy wspomnianego Bathory, nie jest to zerżnięte 1 do 1.
Oprócz tych mistycznych momentów, które przewijają się przez całą długość albumu, mamy tutaj również połączenie skocznej i melodyjnej Finlandii wraz z bardziej agresywnymi momentami, przypominającymi już bardziej scenę szwedzką, lecz dalej z nutką taneczności. Największy klimat robią tu akustyczne gitary i keyboardy, tworzące bardzo przyjemne i zapadające w ucho momenty, a przy tym idealnie przegryzające się z resztą instrumentów.
Jako iż ta muzyka skłania się bardziej w stronę już wspomnianego pagan/black metalu, mamy tu również czyste wokale Noctis i Heathen, które są zdecydowanie moim ulubionym aspektem tego pełniaka. Spotkamy ich tutaj dosyć sporo, ale nie osłabiają one ducha black metalu. Są przepełnione ezoteryczną i nienawistną energią od stóp do głów, co dodaje muzyce epickości i splendoru.
Przez tę godzinę grania spotkamy się tutaj z wieloma zabiegami, takimi jak spokojne przerywniki, nagłe przyspieszenia nadające pazura czy partie, gdzie wszystko inne jest wyciszone i zostają same wokale wypowiadające linijki tekstów. Niestety nie byłem w stanie nigdzie znaleźć informacji, czy są to fragmenty stworzone przez zespół, czy też np. zaczerpnięte z jakichś filmów lub wywiadów. Wszystko to sprawia, że nie ma tu prawie w ogóle czasu na nudę bądź monotonne chwile, które sprawiają, że ziewamy, wyczekując niecierpliwie, kiedy to się skończy.
Jako szósty utwór możemy również spotkać się z coverem Burzum, Spell of Destruction, i jest on naprawdę fajnie zaaranżowany, bo choć dalej słychać, że to Burzum, to Northern zrobiło ten cover w swoim stylu, co sprawia, że utwór ten dobrze wpasowuje się między pozostałe piosenki. Desolate Ways to Ultima Thule zostaje domknięte inną wersją utworu, który był jako drugi na tym albumie, bo to właśnie ponownie Fall into Winter pojawia się na outro, tylko w trochę krótszej wersji, zatytułowanej przez zespół jako Neofolk version. Jest to ten sam utwór, lecz w innym stylu.
Muszę przyznać, że taka inna perspektywa na tę samą piosenkę strasznie mi się podoba i idealnie komponuje się jako utwór zamykający swoją chłodną i subtelną atmosferą. Naprawdę ciężko mi tutaj znaleźć jakiś powód do przyczepienia się, bo jest to album bardzo dobry, wręcz momentami genialny. Tak więc, jeśli lubicie klimat pogańskich zespołów z lat 90., ale dalej z wyraźnymi i agresywnymi partiami blackmetalowymi, to Desolate Ways to Ultima Thule od Northern na pewno przypadnie wam do gustu.