Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
MP3
Folio No. 001
RETRO 🇵🇱 Polski

Peste Noire - L'Ordure à l'état Pur

"You Black Metal! Forged in garages at night, Like home-made bomb, Made half from dreams and half from rage. You Black Metal! Emerging from the bowels of the earth, Like a huge anal probe, To blow up entire cities! "

Full TranscriptID: zine:8

Gdy dochodzi do rozmów o francuskiej scenie black metalowej, można by wymieniać wiele kultowych i świetnych zespołów, takich jak np. Mütiilation, Vlad Tepes, Blut Aus Nord, Osculum Infame, Seigneur Voland, bądź może trochę nowsze jak Gravenoire. Jednak nie da się pominąć najbardziej rozpoznawalnego aktu z tamtych stron, jakim jest oczywiście Peste Noire z Famine na czele.

K.P.N. zaczynał na początku lat 00., jeszcze pod nazwą Dor Daedeloth, dopiero później przeobrażając się w słynne Peste Noire. Przez pierwsze lata swojej działalności Francuzi wypluwali klasyczny black metal, spowity nienawiścią i plugawością lochów, debiutując przy tym swoim słynnym La sanie des siècles – Panégyrique de la dégénérescence, gdzie możemy usłyszeć tak legendarne kawałki jak np. Spleen. Im dalej jednak idziemy w dyskografię tego aktu, tym bardziej każde następne wydawnictwo robi się coraz bardziej zakręcone, eksperymentalne i owiane bryzą folku.

Do tego odejścia od klasycznego black metalu doszło dość szybko po wypuszczeniu debiutu, bo wystarczył tylko rok i ukazuje się Folkfuck folie, po którym, tak jak wcześniej wspomniałem, definitywnie widać, że zespół zmierza w zupełnie innym kierunku, swoim kierunku, co najważniejsze. Mija parę lat od drugiego pełniaka, K.P.N. wydaje kompilacje, split

Obraz
Obraz

, trzeci album zatytułowany Ballade cuntre lo Anemi francor, aż w końcu w 2011 roku na światło dzienne z południa Francji, jak beczka ropy, wylewa się powoli, lecz druzgocąco L’Ordure à l’état pur, moim zdaniem opus magnum Peste Noire.

Tutaj słyszymy przykład, jak powinno się tworzyć eksperymenty w black metalu. Gitary, które raz po raz rozrywają nas od środka swoją chwytliwością, tylko po to, żeby za chwilę zmienić ton na czysty, wręcz niepasujący do blacku, i zacząć grać iście folkowe melodie, które to od razu przed naszymi oczami stawiają prostą wizję Francji. Sielski krajobraz, krowy pasące się na łące, traktor uprawiający ziemię za stodołą i beczka wina spoczywająca gdzieś w kącie. Wszystko to jest jeszcze bardziej wzmacniane innymi instrumentami, takimi jak francuski épinette des Vosges, wiolonczela, puzon, akordeon. Wszystko to w tych folkowych przerywnikach tworzy atmosferę, do której żaden inny zespół nie był w stanie się nawet na metr zbliżyć.

Wszystko wręcz wydawałoby się słodkie i urzekające do momentu, kiedy Famine przypomina nam, że ten krajobraz już dawno zniknął, a pozostał jedynie brud, smród i malaria niesiona zza Morza Śródziemnego. Frustrację i nienawiść najbardziej słychać w wokalach Famine, przepełnionych nienawiścią, pogardą i tyloma emocjami, że gdyby mogły zabijać, to całe południe Francji padłoby trupem. Pośród tych wszystkich folkowo, black metalowych momentów jedno przebija się najbardziej na pierwszy plan. Nie jest to żaden instrument bądź efekt. To po prostu czysta szczerość, która jasno daje nam do świadomości, że to nie są ludzie, którzy śpiewają o rzeczach, które ich nigdy nie spotkały, leżąc wygodnie w rozkładanym fotelu, popijając gorącą czekoladę i pisząc tę muzykę tylko po to, żeby co nieco wpadło do kieszeni.

A prócz frustracji w głosie widać to najlepiej w tekstach i jednym z nich jest ten osadzony w 20-minutowej podróży po okolicach Avignon. Mówiąc dokładniej, chodzi tu o trzeci utwór J’avais rêvé du nord. Przenosimy się wraz z nim w zupełnie inny świat. Świat ludzi wychowanych przez ciężkie warunki, marazm dzisiejszych czasów i urbanizację, nie zapominając oczywiście o najeździe inżynierów.

„Where I was born it is never a good idea to venture out: The coppers have lost their balls in front of Arab gangs”.

Wszyscy tam już są tym zmęczeni, mają dosyć i to wszystko wylewa się aż po brzegi, do tego momentu, że w utworze pada tytułowe J’avais rêvé du nord, co tłumaczy się na „Nagle miałem sen o Północy”. O tej Północy, w której autor już nigdy by nie spotkał „the eternal ebony abhorrence”. A sam utwór? Majstersztyk. W niektórych partiach agresja sięga takiego zenitu, że sami zaczynamy odczuwać patriotyzm wobec kraju, w którym nigdy nie postawiliśmy własnej nogi.

Do tego wszystkiego dochodzą spokojne i anielskie wokale Audrey, które dodają dramatyzmu, a wręcz nutek romantyczności i melancholii. Oryginalności dodają tu również takie dźwięki jak np. bekanie do mikrofonu czy odgłosy seksu, co dodaje szczyptę groteski. Całość trwa prawie że godzinę i słuchać można tego w kółko. Godzina czasu mija nie wiadomo kiedy, pozostawiając tylko jeszcze większy głód na naładowaną wstrętem do „ciapatych” machinę folkowo/black metalową.

Kto jeszcze nie zna, ten niechaj nie zwleka z odsłuchem tego dzieła, bo L’Ordure à l’état pur to jak przeżycie upadku Francji na własnych oczach, choć może bardziej uszach w tym przypadku.

Obraz
Obraz

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów