Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
MP3
Folio No. 001
RECENZJA 🇵🇱 Polski

Rytual - Recenzja Flame of war - „Flames are rising”

"Flame Of War serwuje 51 minut mistycznego manifestu ludzi, ogarniętych nostalgią, ale nie nostalgią, która skłania do łez, czy narzekań, lecz do nostalgii ogarniającej człowieka dumą i wolą walki o to, co było czyste i wolne."

Full TranscriptID: zine:1

Od początku obecnego tysiąclecia w black metalu, można zaobserwować tendencje do tworzenia projektów, które stylistyką, muzyczną, jak i graficzną starają się przywodzić na myśl skojarzenia z tworami legendarnych lat 90, kiedy to powstawały materiały, dla wielu najbardziej kultowe. Część z tych tworów może być posądzana o przykrywanie niedoróbek w kompozycji, czy w technice, tak wybraną stylistyką. Jednakże istnieje też duża grupa świetnych projektów, które swoimi dziełami fundują słuchaczom duchową i audiowizualną podróż. Podróż do wspomnianego okresu lat 90 i w przypadku sceny pagan metalowej, do krwawej przeszłości obrony słowiańskiej ziemi przed najazdami obcych sił. Do rzeczywistości, gdzie wolny człowiek rodzimej wiary musiał stawić czoło światu, w którym „potężne są armie przysłane przez Rzym”.

„The flames are rising” wrocławskiego zespołu Flame of War, pierwotnie został wydany w 2007 r. na kasecie. W 2024 pojawiło się wznowienie na CD, wydane przez Werewolf Promotion. Wizualnie wydanie nie oferuje niczego czego byśmy z black metalu lat 90 i 2000 nie znali, sceneria lasu w nocy i członek hordy trzymający pochodnię i buławę na łańcuchu. Wkładka nie zawiera tekstów, a jedynie informacje o tym, kiedy dokonano nagrań oraz o zespole: Njordzie, odpowiedzialnym za całą warstwę muzyczną i Strzygoniu, który pisał teksty. Otrzymujemy też ciekawostkę od wydawnictwa, oryginalne wydanie na kasecie, było pierwszym materiałem spod skrzydeł Werewolf Promotion w ogóle.

Album składa się z sześciu utworów w tym dwóch anglojęzycznych. Nie zaburza to spójności materiału, mimo że jestem ogromnym zwolennikiem wykonywania czarnej sztuki w języku ojczystym. Na pierwszy ogień dostajemy utwór, który od razu niejako nakreśla, co do zaoferowania ma cały album. W całym dziele, wokal być może nie jest technicznie najwyższych lotów, ale budzi tajemnicze tkwiące w środku tchnienie ducha dawnych dni. Sam utwór „Płomień Wojny” jest przedstawieniem idei samych twórców, radykalnym wezwaniem do odmiany, którą Strzygoń zawarł w utworze. Ciekawą sprawą jest brzmienie perkusji, którą nagrano komputerowo, lecz jednocześnie dodaje do całości utworów wiele charakteru. Programowana perkusja komponuje się z całością wręcz świetnie, nadając brzmienie odrealnione mistyczne i mroczne. Brnąc dalej w opowieść przedstawioną nam przez Flame Of War, przejdziemy przez pierwszy utwór wykonany po angielsku pt. „Ancient code of life”, w którym to wyszczególnić muszę wstęp do utworu, który niezmiernie mi się podoba. Świetnie brzmi tu wolniejszy fragment, w którym wysokie nuty dopełnione są basowym pomrukiem I nienaturalnie brzmiącą perkusją. „Pod sztandarem Peruna” tekstowo jest manifestem ku czci Peruna spójnie skomponowanym z gitarami. Dobrze działają tu riffy zagrane w wyższych tonach, jak i „dudniące” wolniejsze partie, co jest cechą charakterystyczną dla całego albumu.

Czwarty utwór to instrumentalne przełamanie, które przy użyciu (prawdopodobnie) fx-ów, lub sampli naśladujących jakiś instrument smyczkowy, buduję w głowie słuchającego obraz lasu spowitego mrokiem nocy i nadchodzącej burzy, w którym to znajdują się tytułowe kurhany. Na utwór składają się efekty otoczenia, odgłosy sów, szalejącego wiatru i punkt kulminacyjny w postaci gromów. Utwór kontynuowany jest przy użyciu efektów dzwonów i jest bardzo ważny na tle całego albumu, gdyż buduje klimatyczne oblicze całości, wprowadzając we wręcz transową wędrówkę do wykreowanego świata. Jednak dla niektórych może wydawać się nużąca przez swoją powtarzalność. Jako piąty utwór dostajemy kontynuację tego, co rozpoczął poprzedzający go instrumental, opowieść o tytułowej „Nawii”, słowiańskich zaświatach, w tym utworze jednak występuje uczucie przeciągania kompozycji, te same motywy tym razem zbyt często się powtarzają, ratuje odrobinie przełamanie rozpoczynające się po 7 minutach i 15 sekundach utworu. Album wieńczy drugi anglojęzyczny utwór „Beyond”, jest też zarazem najdłuższym. Zdolności wokalne Strzygonia, nie odbiegają zbytnio, od tego co dostajemy po polsku, w taki sam sposób wydaje się on pozytywnie prymitywny.

Flame Of War serwuje 51 minut mistycznego manifestu ludzi, ogarniętych nostalgią, ale nie nostalgią, która skłania do łez, czy narzekań, lecz do nostalgii ogarniającej człowieka dumą i wolą walki o to, co było czyste i wolne!. Dla mnie osobiście jest to jeden z najważniejszych albumów w black metalu.audio

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów