Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
MP3
Folio No. 001
RETRO 🇵🇱 Polski

Szron - The Purificating Flame of Annihilation

"So deep go the roots of my hatred So far away from your kind I am draining myself of worthless emotions"

Full TranscriptID: zine:1

Nasza polska scena już wieloma zespołami reprezentowała i dalej reprezentuje ten siarczysty klimat specyficzny dla polskiego Black Metalu, gdzie atmosfera nie jest budowana milionem klawiszy bądź innych instrumentów, lecz gitarami tnącymi jak żyletki, opętanymi wokalami i perkusją, która trzyma to wszystko do kupy. I dokładnie z taką samą sytuacją możemy spotkać się w Szronie pochodzącym z Piły i jego pierwszym pełniaku The Purificating Flame of Annihilation, wydanym w 2004. Już od pierwszego wejrzenia połączenie nazwy albumu z okładką, na której znajduje się czarno-białe zdjęcie pieców krematoryjnych, oddaje bardzo dużo klimatu, jaki znajduje się w muzyce zawartej na tym pełniaku. I długo nie trzeba czekać, żeby się o tym przekonać, bo utworem otwierającym jest intro "Beyond the Gaschamber Door", w którym przez prawie trzy minuty słyszymy repetytywny riff grany na gitarze w wolnym tempie, dosyć przytłumiony i oddający właśnie uczucie, jakby to ta gitara znajdowała się za drzwiami komory. Intro to przepięknie zwieńczają ludzkie krzyki.

Po tym już dosyć gęstym wstępie Szron wrzuca nas w wir jeszcze gęstszych zagrań, poczynając od bardzo brudnego brzmienia gitar, które rozgrywają riffy w średnich tempach. Te nie za szybkie momenty na tym albumie tworzą atmosferę grozy i nieuniknionej śmierci, a każde uderzenie o werbel to jak dzwon odliczający nieubłaganie do momentu naszej egzekucji. A jak już o czasie mowa, to idealnie wyważone są tutaj odstępy czasowe pomiędzy zmianami tempa, kiedy od tej siarki zaczyna robić nam się gęsia skórka na ciele, wtedy Szron przyśpiesza do bardzo szybkich temp, tworząc uczucie, jakby sypał prosto w naszą twarz śnieg o zawrotnych prędkościach, lecz w tym przypadku to raczej popiół, a nie opad atmosferyczny.

Perkusja robi tutaj świetną robotę, w szczególności jeśli chodzi o jej surowe brzmienie, które najbardziej odznacza swoje piętno, kiedy blasty sypią się jeden za drugim. Najwięcej jednak frajdy, moim zdaniem, dostarcza tutaj bas, który jest słyszalny przez większość albumu, jednak są partie, w których jest on wysunięty na pierwszy plan i robi na tym planie rzeźnię, wydając dźwięki niczym pękające kości pod wpływem skrajnych temperatur i wypełniając już po same brzegi każdy utwór, jeśli chodzi o klimat. Demon stojący za wokalami na tym pełniaku robi klasyczną robotę, jeśli chodzi o Black Metal, wyśpiewując hymny pełne nienawiści i pożogi. Na jakieś czyste zagrywki, jeśli chodzi o wokale, nie ma co się nawet w najmniejszym stopniu nastawiać.

Pomimo że nie odkryjemy tutaj Ameryki, to na pewno możemy odkryć kawał porządnego Blacku, Blacku, który jest grany tak, jak być powinien, pod każdym względem i bez żadnych niedociągnięć. Jeśli ktoś wcześniej nie był zaznajomiony z tym zespołem to polecam natychmiastowo nadrobić zaległości.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów