Czwarty pełniak niemieckiego Totenburg to chyba ich jedno z najpopularniejszych dzieł. Endzeit, bo taką nazwę nosi ten album, został wydany 24 grudnia 2009 roku. Dostajemy tutaj 9 piosenek, co daje nam łącznie prawie 40 minut bezkompromisowego Black Metalu.
Pomimo tego, że Totenburg zupełnie nie odkrywa Ameryki, to dalej Endzeit jest moim zdaniem w samej czołówce Black Metalu wywodzącego się z Niemiec. Endzeit, co oznacza koniec czasów, bądź można to też rozumieć jako po prostu koniec świata, i to właśnie ta nazwa idealnie odzwierciedla muzykę zawartą na tym albumie.
Riffy chwytające za serce swoją zaciekłością i podniosłością, ale zarazem zostające w pamięci. Kiedy same instrumenty brzmią jak triumfalny koniec świata, oliwy do ognia dodają wokale śpiewane po niemiecku, co idealnie wpasowuje się w cały ten klimat i jest na pewno bardzo na plus, ponieważ język ten pasuje bardzo dobrze do takiego gatunku jak Black Metal.
Pomimo tego, że Totenburg, jak i sam Endzeit, są moim zdaniem dość bardzo pomijane w rozmowach o Black Metalu, pomimo faktu, iż nie jest to wcale jakiś nieznany zespół, a co najważniejsze, nie jest to słaby zespół. Co sprawia iż są oni bardzo ciekawym aktem na Niemieckiej scenie.
Polecam definitywnie tym, którzy nie są zaznajomieni z Totenburgiem, sprawdzenie ich dyskografii, ale właśnie najlepiej zacząć od omawianego przeze mnie dzisiaj Endzeit.