Grim Logo
BETA

Grim Chronicles

Issue #0 // Genesis // Base Chain 8453
MP3
Folio No. 001
RECENZJA 🇵🇱 Polski

Wolfnacht - Erberinnerungen (2025)

"Nun, ein mächtiger Sturm bricht vom Himmel hernieder und wäscht alles Blut von den bleichen Gesichtern der gestorbenen Soldaten"

Full TranscriptID: zine:4

Nie dawno ukazał się, po trzyletniej przerwie, jedenasty już pełniak greckiej grupy Wolfnacht, zatytułowany Erberinnerungen. Od samego początku zauważamy, że Athalwolf na pewno nie zmienia narracji swojego projektu i dalej jest on tak samo ofensywny jak przy każdym wydaniu. Trzy lata temu ukazały się dwa albumy Blutgebunden i Soldatenlieder, przy czym ten drugi miał trochę inny format, ponieważ są to przeróbki niemieckich piosenek, czy to wojskowych, czy folkowych, na wykonanie nie tyle metalowe bądź blackmetalowe, ale na pewno pazur Wolfnachta jest bardzo widoczny.

W tym roku natomiast jest to w 100% blackmetalowe dzieło, z 7 utworami rozgrywającymi się na prawie 40 minut. Okładka już nam mówi dużo o muzyce, jaka tu nas spotka, postać na wzór greckich posągów powstająca z pochodniami z ognia, za nią lśniący hakenkreuz, a u dołu niemiecki akcent w postaci ludzi, którzy wywołali ducha przeszłości i starych zasad.

Muzycznie album otwiera prawie 2-minutowe instrumentalne intro, przez które możemy się poczuć, jakbyśmy siedzieli co najmniej w pierwszym rzędzie opery, a nie słuchali blackmetalowego krążka. Ale jeśli chodzi o operowe zagrania Athalwolfa, to będzie ich tu więcej. Opera Wagnera dobiega końca i zaczyna się piosenka Unter dem Einfluß der Runen. Bardzo rytmiczny i wpadający w ucho kawałek zaraz po specyficznym intro.

Słyszymy tutaj Wolfnachta, do którego zostaliśmy przyzwyczajeni przez ostatnie lata, dobrą produkcję, wyróżniającą się barwę głosu Greka, która przebija się swoimi germańskimi lirykami na pierwszy plan, no i oczywiście riffy, też nic nowego, ale jak zawsze, usłyszymy tutaj mnóstwo epickości połączonej z wpadającymi w ucho partiami, przy których nóżka sama będzie chodzić.

Cieszy mnie również, że przy nagrywaniu tego krążka Athalwolf nie zapomniał o basie i nadaje on bardzo wyraźnych kolorów utworom, co mnie jako basistę bardzo raduje. Tak jak pisałem na początku, symfoniczno-operowe momenty nas nie opuszczają, są dalej bardzo aktywne w momentach, gdzie rozgrywa się klasyczna batalia blackmetalowa, co nadaje tym piosenkom naprawdę świetnego klimatu, tak jakby połączyć dźwięk starożytnej Grecji z niemiecką zaciekłością, o ile można to tak ubrać w słowa.

Oczywiście takie chwile nie pojawiają się tylko wtedy, gdy gra black metal, ale Wolfnacht tworzy tutaj dużo takich przerywników na tym albumie, które dają nam chwilę na złapanie tchu przed następną batalią, która rozegra się na zgliszczach starych mocarstw i imperiów. I jak przy takich bardziej epicko-triumfalnych nagraniach, mamy tutaj też do czynienia z czystymi wokalami, które są dosyć dosadnie recytowane przez Athalwolfa, ale na pewno nie zmiękcza to odbioru tego albumu, a wręcz jest na plus.

Sam jakiś czas temu robiłem ranking albumów Wolfnacht i ma ten projekt wiele świetnych rzeczy w swojej dyskografii, do których wracam z przyjemnością, ale jest też jednak ta druga połowa, bardzo nierówna i średnia. Tutaj natomiast, jak czas idzie do przodu, to również widać postęp w karierze muzycznej Athalwolfa i każdy następny album jest coraz bardziej dopracowany i lepszy.

Choć Erberinnerungen nie jest może moim ulubionym wydaniem tego zespołu, to jest ono na pewno w mocnej czołówce wydań tego człowieka i wydane pod koniec roku myślę, że narobi trochę zamieszania i zawita na wielu listach podsumowujących ten rok dla black metalu.

Ale na ten moment ja podsumuję to, co pisałem i to, co możecie usłyszeć, czy to na YouTube, czy kupując nośnik fizyczny. Jest to album bardzo solidny, nie usłyszymy tutaj nic nowego, jeśli chodzi o riffy, wokal bądź po prostu sposób grania. Jest to styl znany z paru ostatnich krążków, ale wzbogacony dużą ilością monumentalności i podniosłości, głównie dzięki tym symfonicznym momentom, które same w sobie nadawałyby się nawet do puszczenia przy całej rodzinie podczas wigilii.

Dodając te wszystkie czynniki, wychodzi nam naprawdę dobry album. Są tu szybsze i bardziej wściekłe momenty, jak i te wolniejsze, dające nam chwilę do odpoczynku i zamyślenia, no i oczywiście te partie, które nas chwytają za uszy i sprawiają, że noga chodzi do góry i do dołu, jak przy na przykład drugim i siódmym utworze.

I to wszystko, co miałem do powiedzenia na temat nowego Wolfnachta. Myślę, że wielu umilił ten krążek okres końcoworoczny, a tym, którzy jeszcze nie słyszeli, to gorąco polecam.

Wszystkie Sektory

Aparatura & Sygnał

Dostrajanie odbiornika // Kalibracja mechanizmów